3 grudnia, kilkanaście minut po godzinie 10.00, wpłynęło do stanowiska kierowania komendanta powiatowego zgłoszenie z informacją o dziecku, które wpadło do wody.

Z informacji, jakie przekazywał zgłaszający wynikało, że spod mostu drogowego w ciągu ul. Mickiewicza w Ostródzie słychać było głośny krzyk i płacz dziecka.  Mężczyźni, którzy przechodzili w pobliżu niezależnie potwierdzali, że słyszeli wyraźne krzyki dziecka. Jeden z nich ruszył na ratunek, wskoczył do wody, niestety krzyki ucichły i nie było widać nikogo na powierzchni wody. Natychmiast powiadomili służby ratunkowe i pozostali na miejscu, by wskazać im miejsce zdarzenia. Dyżurny operacyjny powiatu zgodnie z procedurami zadysponował w pierwszej kolejności zastępy strażaków z jednostki ratowniczo-gaśniczej w Ostródzie oraz przekazał potrzebę zwiększenia sił ratowniczych do stanowiska kierowania komendanta wojewódzkiego (SKKW) w Olsztynie. Do zdarzenia wyjechały na polecenie SKKW Specjalistyczne Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Olsztyna i Elbląga. Dodatkowo zadysponowano Ochotniczą Straż Pożarną w Ostródzie, która jest również wyposażona w odpowiedni sprzęt do ratownictwa wodnego. Na miejscu  strażacy zastali przerażonych mężczyzn, którzy dokładnie opisali całą sytuację. Dowódca akcji niezależnie zebrał informację od każdego z mężczyzn. Jasno wskazywali, że słyszeli krzyki dziecka pod mostem. Strażacy natychmiast przystąpili do przeszukiwania rzeki w okolicy mostu. Do akcji poszukiwawczej dołączyły patrole policji i straży miejskiej, które przeczesywały linę brzegową rzeki i jeziora. Pierwsze działania poszukiwacze nie przyniosły rezultatu, zgodnie z procedurami akcję poszukiwawczą prowadzono w pełnym możliwym zakresie. W przypadku takiego rodzaju zgłoszeń należy prowadzić działania poszukiwawcze przez co najmniej 120 minut lub do wcześniejszego odnalezienia osoby mogącej znajdować się pod wodą. Po dojeździe dodatkowych sił i środków do działań poszukiwawczych wprowadzono nurków, którzy przeszukiwali rejon pod pomostami restauracji i wyciągu nart wodnych. Równolegle przeczesywano koryto rzeki, strażacy w specjalnych ubraniach do pracy w wodzie tyralierą szli i centymetr po centymetrze sprawdzali rzekę. Przeszukali odcinek około 600 metrów koryta rzeki. Policja rozpoczęła sprawdzanie monitoringu i wszelkich informacji, które mogłyby potwierdzić zdarzenie. Po 120 minutach zgodnie z procedurą akcja ratownicza dobiegła końca,  dziecka nie odnaleziono. Wszystko wskazuje, że na szczęście był to fałszywy alarm.

tekst: G. Różański, zdjęcia: Z. Jankowski.